Iosis et leucosis, czyli czerwienienie i bielenie

BWA Olsztyn 2013

Prace Krzysztofa Gliszczyńskiego, prezentowane w BWA w Olsztynie w ramach wystawy „Iosis et leucosis, czyli czerwienienie i bielenie”, to zarówno tzw. klasyczne obrazy, jak i obiekty powstające w związku z malarstwem i poszerzające jego spectrum. Prezentowane wraz z nimi filmy uzmysławiają procesualność powstawania poszczególnych dzieł oraz rozbudowują ich znaczeniowy kontekst. Wszystkie owe nieledwie alchemiczne procesy malarskie rozgrywają się między biegunami czerwieni i bieli.

W realizacjach Gliszczyńskiego czerwień zostaje skonkretyzowana, wcielona w materię i włączona w strukturę układu, w którym dynamizowane są najrozmaitsze jej właściwości. Barwa ta, od wieków obciążona przebogatą tradycją symboliczną, zyskuje w pracach autora „Mitologii czerwieni” nowe, indywidualne, lecz nie do końca autonomiczne życie – ściśle wiąże się bowiem z kontekstami, w których się pojawia oraz z rodzajami materii, w które się wciela. W każdym obrazie, rysunku, obiekcie trzeba doznać jej od początku, odbierając tętno czerwieni całym sobą i dotykając jej wzrokiem. W kontakcie z pracami Gliszczyńskiego okazuje się bowiem, że malarstwo może być sztuką ciała; można dodać, że ta cielesność jest angażowana zarówno ze strony malarza, jak i odbiorcy.

W realizacjach artysty, w przemyślany sposób wpisanych w przestrzenie olsztyńskiego BWA, fascynująca gra toczy się pomiędzy krwistym mięsem czerwieni a przestrzenią bieli – bieli, która w zestawieniu z czerwienią wydaje się tym lżejsza i nieledwie nasycona powietrzem. Bielenie działa w tym kontekście niczym upuszczanie krwi, zmniejszanie wrażenia materialności i efektu życia na rzecz dematerializacji i osuwania się w nieobecność. Bielenie to zanikanie, utrata haptycznej substancjalności, nasycanie obrazu oddechem przestrzeni.

Jako kwintesencję całości wystawy „Iosis et leucosis, czyli czerwienienie i bielenie” można postrzegać obiekty z serii „Mitologia czerwieni”, które, w formie stojących na podłodze transparentnych gablotek, prezentują deseczki pokryte próbkami różnych rodzajów czerwieni. Z czasem czerwień na nich blaknie, rozjaśnia się, podążając w kierunku bielenia i dematerializacji. W większości pozostałych prac jest ona jednak „krwiście” obecna, jawi się jak żywioł, który naprzemiennie wrze i zastyga, drażniąc oczy patrzących. Obrazy i obiekty, bazując na mięsie czerwieni, kładą akcent na relację ciało – obraz lub obiekt, między którymi rodzaj zawiasu stanowi pojęcie materialności. Werbalne zdanie sprawy z doznań odczuwanych w kontakcie z pracami Gliszczyńskiego jest wyjątkowo niełatwe. Jak celnie zauważa John Gage, „[z]nacząca rozbieżność ilościowa między doznaniami zmysłowymi a językiem je opisującym oznacza, że postrzeganie koloru jest w dużej mierze skojarzeniowe”, co z kolei implikuje fakt, że każdy odbiorca wobec tego typu sztuki podąża indywidualnymi ścieżkami asocjacji – od zanurzania się w czerwieni po oddychanie bielą.

Marta Smolińska