OBRAZ JAKO FUNKCJA CZASU

 Iwona Ziętkiewicz

Twórczość Krzysztofa Gliszczyńskiego wyrasta z filozoficznych rozważań nad zagadnieniem czasu i obecności w nim człowieka – twórcy. W kolejnych realizacjach artysty powraca refleksja nad istotą procesu tworzenia. Prawdziwie uniwersalne ramy nadał jej cykl „Creatio continua” – kreacja jako proces przebiegający w czasie. Creatio continua jest tu zarazem destructio continua, procesem niszczenia tego, co zastane, ale też odkrywania fragmentów tego, co jeszcze wcześniejsze. Dynamiczna kreska rysunku kreślonego w mokrej jeszcze farbie ujawnia spodnią warstwę, pozwala miejscowo zabłysnąć jej barwie, powołuje ją do „życia po życiu”.

Pojęcie warstwy jest pochodną czasu. Warstwa określa czas, nie bezwzględnie, ale w stosunku do warstw przed nią i po niej występujących. W cyklu „Dialog z nieobecnym” warstwa staje się zasadniczym elementem budującym dzieło. Warstwa farby, w której powstaje ryty rysunek, pokrywana jest woskiem i kolejną warstwą farby po to, aby następnie zostać odkryta poprzez zdrapanie tej wierzchniej. Odsłonięty rysunek pozostaje tym samym układem, ale nie jest tożsamy z pierwotnym. Późniejsze warstwy pozostawiają na nim swój ślad. „Dialog z nieobecnym” to podróż w przestrzeni czasu, której doświadczenie uczy, że kultura materialna przeszłości przemawia poprzez jej fragmentaryczne pozostałości, ślady zaledwie, na które nakłada się bagaż historii.

W trakcie pracy nad „Dialogiem z nieobecnym” Gliszczyński zbiera zdrapywaną farbę i układa ją w drewnianych formach, gdzie wysycha ona tworząc zwarte bloki. Po zakończeniu dzieła wszystkie pozostałe okruchy – wyschnięte resztki – zostaną skrupulatnie zebrane i wsypane do prostopadłościanów z pleksi. Obiekty te nazywa artysta urnami – wszystkie są numerowane i datowane. Stanowią one immanentną część obrazu przywołując wspomnienie czasu, w jakim dzieło powstawało. Stwardniałe strużyny zachowują kolorystyczne sekwencje kolejności nakładania i usuwania warstw farby, a będące w nieustannym ruchu suche drobiny w urnach z pleksi uświadamiają, że dzieło zamknięte, opatrzone podpisem i datą, nadal podlega zmianom. W momencie, w którym twórca uważa je za skończone, zaczyna ono wchłaniać w siebie kolejne warstwy czasu.

Gliszczyński prowadzi coraz to nowe poszukiwania w zakresie farb, pigmentów, spoin. Mieszanie, rozcieranie, podgrzewanie, dodawanie do farb składników nadających im ciężkości (marmurowy pył) czy głębi (sadza) to skomplikowane procesy technologiczne towarzyszące powstawaniu dzieła. Podobny jest w tym do alchemika, który dążył do ostatecznej i całkowitej sublimacji materii pierwotnej i do wypreparowania z niej czystego ducha. Pozostałością pracy średniowiecznego maga jest residuum – resztka, osad na dnie naczynia. Na dnie naczyń, których używa alchemik-artysta pozostają resztki tworzywa – farb, wosku, oleju, terpentyny. Zebrane i zmieszane razem dały szarość – kolor residuum. Tak powstał obraz o tym tytule. Barwa residuum przykryła czerwień, a zdrapywane pasy ułożone zostały na desce, która – jak urny – jest dopełnieniem dzieła.

Obrazy z cyklu „Dialog z nieobecnym” konstruowane są poprzez napięcie pomiędzy płaszczyzną a linią. Z czasem zanikają wszelkie odniesienia do znanych kształtów, a na płótnie pozostają hieroglify lewitujących myśli, zapis intuicyjny duchowego algorytmu.Obrazy te stoją na pograniczu abstrakcji – przemawiają jedynie znakiem plastycznym: linią, fakturą płaszczyzny, w końcu kolorem. To właśnie kolor stanowi o ich magicznym klimacie – głębokie, ciężkie czernie, metafizyczne błękity, bogate czerwienie i spopielałe szarości. Cykl „Mitologia czerwieni” opowiada o istocie i autonomii koloru w sztuce, a także jego nieodwracalnej przemijalności. Zawarł tu artysta swoją prawdę o kolorze pięknym i bogatym, kolorze namiętności, miłości i władzy, kolorze pierwotnych substancji organicznych i żywiołów: ziemi, ognia i krwi. Gliszczyński – twórca mitologii – pokrył dziesiątki metrów kwadratowych płótna kolejnymi mutacjami czerwieni. Swoje doświadczenie zamknął w pracy podsumowującej cykl – drewnianej „szafce”, w której ułożył zrolowane kawałki płócien ukrywając kolor wewnątrz zwojów. Tajemnica poszczególnych barw jest nie do odszyfrowania, bowiem rulony zostały pokryte woskiem – ich rozwiniecie pociągnęłoby za sobą destrukcję dzieła. Pozostaje mit.

W najnowszych obrazach Gliszczyński sięga po fotografię. Duże zdjęcia nanosi bezpośrednio na płótno, a następnie pokrywa je warstwami farby. Zawieszone w abstrakcyjnej przestrzeni metafizycznych błękitów i eschatologicznych czerni postaci są wolne od brzemienia czasu – znajdują się poza nim. W „Lewitacjach” szczególnego znaczenia nabiera istnienie warstwy spodniej. Prześwitujące spod pokładów farby sylwetki wskazują, że to co pod spodem, jest równie ważne, a może nawet ważniejsze niż to, co na wierzchu. Przezwyciężanie materii zawiera się w kontraście pomiędzy lekkością nieważkich postaci a ciężkim tworzywem malarskim – fizyczną materią farby. Pionowe, głębokie żłobienia nadają powierzchniom płócien migotliwości, tworząc jeszcze jedną warstwę-zasłonę, jakby ścianę padającego deszczu.

W sztuce Krzysztofa Gliszczyńskiego jak echo powracają przeszłość, tradycja, ślad, wędrówka, trwanie, przemijanie, przenikanie… Malowanie obrazów jest tu jak pisanie kolejnych rozdziałów traktatu filozoficznego o sensie twórczej aktywności człowieka świadomego istnienia antynomii ducha i materii, przy czym punkt ciężkości, jak wahadło, przesuwa się to w jedną, to w druga stronę. Przy całym bogactwie treści, jakie erudyta Gliszczyński zamyka w swej sztuce, jest ona całkowicie pozbawiona ilustracyjności. Jego obrazy zachęcają do kontemplacji i kuszą tajemnicą treści nie do końca określonych i nie potrzebujących dookreślenia.

Krzysztof Gliszczyński jest malarzem. Wydawać by się mogło, że określenie to nie do końca przystaje do jego twórczości. Artysta ma przecież swoim dorobku także obiekty przestrzenne, chociażby urny. Wszystkie one jednak wynikają z obrazów i są ich konsekwencją. Ich istnienie nie tylko potwierdza fakt, że Gliszczyński jest MALARZEM, ale świadczy że jest to malarz szerokiej i bogatej wyobraźni, dzięki której poszerza granice tego gatunku sztuki. Artysta nadaje ogromne znaczenie materii malarskiej. Tworzywo, na równi z kompozycją i barwą, współtworzy symboliczną warstwę znaczeniową dzieła. Odnajdywanie nowych dróg w dziedzinie, której koniec od jakiegoś czasu głoszą zgodnie i krytycy i artyści, jest możliwe tylko wtedy, gdy niezachwianie wierzy się w jej żywą wartość. Dzieło Gliszczyńskiego jest żarliwym wyznaniem takiej wiary.